2015 Droho I
︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎

︎


Cześć jestem Droho
I gotowy dziś byłem
Usiąść na butelce coca-coli Postawić drinka prostacie Nie jest łatwo
A kochać zdaje mi się
Jeszcze trudniej.

Ja Droho pytam
Czy zbite jajo
Jest skończone
I nieskończone Jednocześnie
Na miękko twardo po wiedeńsku
Sadzone nadal jest symbolem życia?

Tu Droho
Poranna lekcja geometrii
Kąt ostry prosty i rozwarty
Metronom co dekadę
Traci moc
Ja żywe wspomnienie
Strzału w brodę

Ja Droho
Obudziłem się dziś
Przestraszony
Że w następnym życiu
Za karę będę muchą
I gówno zobaczę
Zacząłem dostrzegać.

Wielki finał
Jak sąd ostateczny
Milion ludzi
Fajerwerki gratulacje Wszyscy cieszą się
A ja znając wszystkich
Nie znam nikogo.

Spokój ekscytuje
Mnie najbardziej
Najbardziej ekscytuje
Mnie spokój
A powtarzalność
Daje mi spokój
Daję spokój.

Wszyscy ludzie
Są piękni z profilu
A en face już nie
Która strona jest dobra Kiedyś zła zawsze była lewa Prawdę widać z przodu
Po oczach.

To wielka tragedia
Przeżyć prawdziwą
Miłość w wieku lat 14
By potem już tylko
Myśleć
Zamiast
Kochać.

Wektor tarcia
I linia ciężkości
Tworzą inną
Krojąc ciało
Chcąc określić
Moment obrotowy
Tańcz tańcz.

Dziś zauważyłem wojnę
Jutrzejszą która była
Wczoraj i przedwczoraj
Kopia z kopii kopii
Atrament wciąż wyraźny
Jak moja blizna
Po wyrostku.

Obiad rodzinny
To rosół z kury
Z marchewką
Ziemniaki kotlet mizeria
Kompotem za spotkanie Czuję się syta
Owca cała.

Dlaczego muszę cokolwiek
Zrobić dziś skoro
Mogę to zrobić jutro
Może powinienem
Wszystko robić jutro
Ja Droho jestem
Człowiekiem przyszłości.

Jeszcze tylko kawa
I papieros do niej
Szczęście nadchodzi
Co rano o tej porze
Ktoś powiedział
Dobre sranie jest
Jak połowa orgazmu.

Bywa że ulegam
Relaksacji
Podczas indoktrynacji
Wszystkiego wszystkim
Pozwalam sobie
Zmyć potwarz
I nałożyć make-up.

Ja Droho zostałem
Pochwalony
Nie sądzę że
Na wieki wieków
Ale ucieszyłem się
Bowiem pochwała
Nie była pochlebstwem.

Na pierwszą randkę
Zrobię tatar z buraka
Co wczoraj proponował
Być albo nie być
Skonsumować przeszłość
Wydalić wspólnie
Żyć długo i szczęśliwie.

Myślę o świecie
Jest niesprawiedliwy
Jedni mają więcej
Pieniędzy
Drudzy mają więcej Wolności
A inni mają więcej.

Nie każdy dostał
Piątkę z logiki
Rozdzielność koniunkcji
Względem alternatywy
Implikacja
Każdy ma dwa oblicza
Niektórzy tylko dwa.

Smutne jest to
Kiedy ktoś dochodzi
Do wniosku że
Sam wszystko robi
Najlepiej
Umiera z głodu patrząc
Jak inni robią gorzej.

Kreacja własnego stylu
W oparciu o ego id
I libido
Maksymalnie
Niejednoznacznie
Aby życie miało smaczek
Raz dziewczyna.

Jest biblioteka publiczna
I domowa biblioteczka
Centrum handlowe
Handel centrum
Świat pędzi ku
Odwróceniu
Grawitacji.

Jestem sam
Ale nie samotny
Bywam na salonach
To tu i tam i to
Super sam
Otacza mnie
Drohobyt.

Ja Droho bywam
Numerem dwa
Za czymś pierwszym
Samozwańczym
Dupa często
Bywa z przodu
Jak twarz.

Jeżdżę szeroko
Znanymi ulicami
Śpię w pozycji
Królewskiej
W swoim łóżku
Jak nie widzą
Płaczę.

Znów postanowiłem
Nie pracuję za darmo
Chociaż oksymoron
Zawsze jest mi bliski
Za darmo umarło
A Droho pro bono
Znów postanowiłem.

Biorąc pod uwagę
Rozrywkową branżę
Należy ciężko pracować
Nad utrzymywaniem
Stanu towarzyskiego
A stary kawaler
To stara panna.

Wierzę tak mocno
Że nie chce mi się
Wierzyć że on jest
Bogiem w domu
Chociaż w domu
Bożym nigdy
Nie był.

Widzieć charakter
Doceniać niuanse
Wrażliwość jury
Gust to menu
Wybór
Sędzia wie co robi
Albo nie wie.

Domagam się
Wykrywacza kłamstw
Spotyka mnie
Za dużo duetów
Które mówią mi
Że jestem pijany
Gdy nie piję.

Jak mają się zasady
Dynamiki Newtona
Wobec ciał które
Trwają w niebycie
Jak w odbycie
I nie działa na nie
Siła parcia?

Czekam na nią
W korku stoi
Stoi na korku
Słyszę w słuchawce
Wodę w łazience
Białe kłamstewko
Wszechobecne.

Zawsze powtarzam
Wole być naiwny
Niż cyniczny
Kochajmy
Przyjaciół
Tak szybko
Odchodzą.

Liczy na nokaut
Robi wszystko
Aby umrzeć
Przed czasem
Nad kreską
Pod kreską
Przed i po.

Dieta jest próbą
Dyscypliny
I nomenklatury
Może polegać
Na systematycznym
Jedzeniu sałatki
Z czekolady.

Ludzie umierają
Ostatecznie Niespodziewanie
Zaskoczeni
Czasami za szybko
Pytamy
O pogrzeb.

Jest ktoś kogo
Siostra szczeka
Kogoś brat
Je żyletki
Jedynak wybitnie
Rzuca grochem
O ścianę.

Co zrobię
Ze swoim
Jedynym życiem
Miedzy innymi
Zależy od tego
Co jest
Między nami.

Zwarcie myśli
Na synapsach
To umysł boli
Nie głowa
Każdemu grozi
Nakładanie się
Rzeczywistości.

Mam wielkie
Szczęście
Do dobrych
Ludzi
I nieszczęście
Do złych
Nadludzi.

Usłyszałem
Że prawo
Miłości
Obowiązuje
Tylko w czasie
Pokoju
A jest wojna.

Braterstwo
Nie musi o
Znaczać
Pokrewieństwa
Chociaż można
Mieć oba
We krwi.

Trudno byłoby
Rozstać się
Ze światem
Chociaż
Nie zostaliśmy
Dla siebie
Stworzeni.

Rewolwer kiedyś
Miał w sobie
Magazynek
Honoru
Dziś boimy się
Bagażu pozostawionego
Bez opieki.

Krzyczy tak
Głośno
Mając rację
Że zaczyna
Być w błędzie
Szeptem
Dociera.

Chłopcy powinni
Zakładać
Kaptur
Na głowę
Żeby ich
Głowa
Nie bolała.

Granicę można
Przekroczyć
Z paszportem
Na dowód
Słowem
Uczynkiem
I zajebaniem.

Najpiękniejsze
Rzeczy na świecie
Są za darmo
Albo prawie
I jak wiadomo
To prawie
Obliczy różnicę.

Szkoda czasu
Na gadanie
Jak bardzo
Mogłoby być
Lepiej
Skoro jest
Niedobrze.

Słyszę widzę
Rozumiem
Nie rozumiem
Krzywię się
Uśmiecham się
Tolerancja
To cierpienie.

Wielu hucznie
Świętuje swoje
Urodziny
Tylko po to
By policzyć tych
Którzy zapomnieli
Im pożyczyć.

Jednym zdaniem
Ktoś uwielbia
Takie haiku
Drohowskazy
Ktoś docenia
Także huiku
W każdym ruchu.

Siedzenie to
Inaczej dupa
Czyli tyłek
A to mały tył
Pisanie o dupie
To siedzenie
W dupie.

Znajomy rzekł był
Że czekolada
Jest narkotykiem
Po stronie
Świętości
Bo nie wchodzi
Przez nos.

Ktoś mi o tym
Że niestety
Rozczarowany
Nie pierwszy raz
Ja jasnowidz
Że niestety
Nie ostatni.

Podobno życie
To wyścig
Jeśli odpuszczę
To nie dotrę
Do mety
Dochodzę
Bez problemu.

Nie kupiłem
Kwiatów
Więc mieszkam
Sam
Spontanicznie
Wreszcie
Kupiłem kwiaty.

Artyście maja
Genetyczne
Zdolności
Kreacji nowych
Potworów
A potem
Bohemia.

Jeden woli
Mieszkać
W Polsce
A drugi
W związku
Tęcza bywa
Wszędzie.

Lubię kawę
I papierosy
Doktor czas
Podarował mi
Płaszcz
W kolorze
Miażdżycy.

Bóg honor
Ojczyzna
Wiara nadzieja
Miłość
W kółko
Krzyżyk
Wszystko co?

Kiepski nauczyciel
Jest narzędziem
Do produkcji
Kiepskich uczniów
Według zasady
Czym ziarnko
Za młodu.

Koniec początku
Znonsuje
Początek końca
Jak narodziny
Śmierć
A środek
Lekceważony.

Nie zamierzam
Ubezpieczać się
Od nieszczęść
Które
Nie wydarzą się
I wolę
Lotto.

Umowa dżentelmeńska
To kwestia słowa
Honoru
Co
Kojarzy się
Z szablą i ułanem
A nie 2014.

Co mnie
Nie zabije
To
Mnie
Wzmocni
Albo
Złamie.

Małe wątpliwości
Świadczą o
Inteligencji
Duże
O tym
Że stoję
Nad przepaścią.

Snobem jest każdy
Na poziomie
Jaki mu
Odpowiada
Imponuje
Czyli
Na jakiego stać.

Picasso nie szukał
A znajdował
A ja znam
Malarza co
Szukał i szukał
Poznajdował
Pokupywał.

Ludzie mylą
Uczciwość
Z poczuciem
Własnej wartości
I pchają się tam
Gdzie sobie
Nie poradzą.

Trzeba kochać
Artystów wszelkich
Rozmiarów
Zwłaszcza tych
Którzy każą sobie
Podawać wodę
Ciepłą z zimną.

Jeśli nikt
Nie mówi
Tobie
Że jesteś
Ładna
To jesteś
Brzydka?

Nie wzbudził
Podziwu
Że cały świat
Mieści w tyłku
I to bez
Zaklęcia
Zmniejszającego?

Wiara że nic
Nie dzieje się
Bez przyczyny
Skutecznie
Podcina mi
Skrzydeł
Skuteczności.

Są diabły
Optymiści
I anioły
Pesymiści
I bogowie
Co chcą
A nie mogą.

Nie chciała
Być kartką
W dzienniku
Tylko
Kartą
W historii
Pana Romana.

Przed
Zastosowaniem
Nie
Skonsultowałem się
Z nikim
Oprócz
Intuicji.

Jestem
Za dobrze
Wychowany
Aby potrącić
Rowerzystów
I rozjechać
Biegaczy.

Mówi niewyraźnie
Słyszy wszystko
Jęczy skutecznie
Męczy okrutnie
Prosi rzadko
Podobno wątroba
Jest bez sensu.

Tabletka
przyjemności
człowieka
rozpuszcza
rozleniwia
i nagle
unieszczęśliwia.

Zanim zapukasz
zmierz stoperem
poczucie własnej pewności
i podziel przez
ilość mądrości
której oczekujesz
za drzwiami.

Dobra muzyka
Powoduje że
Zamykam oczy
Na złej sztuce
Też zamykam oczy
Na głupotę polecam
Taniec nie różaniec.

Im więcej
Trufli
Foie grais
I sushi
Tym chętniej
Wracam do
Chleba z masłem.

Codzienny dzień
To spacer
Alejami
Świadomości
Własnych
Ograniczeń
I możliwości.

Co mnie
Nie zabije
To
Tego tam
Albo wiara
Nadzieja
Miłość.

Postaram się
Alby mleko
Które rozlewasz
Regularnie
Pewnego razu
Wrzało
Skoro trudno.

Czytanie
Podskórnej
Rzeczywistości
Gubi się
W strategii
Autentyczności
Ranne radio.

Na stołecznej
Ulicy Dickensa
Co drugi Twist
Ma w swoich
Oczach
Porządek
Wszechświata.

Są dni że
Nie wierzysz
Wszystkiemu
Dobremu
A sto lat
Brzmi jak
Przekleństwo.

Szukam
Tego czegoś
To coś
Bywa
Najważniejsze
A czasami
Tylko coś ty!

Dobry kwas
Nie jest zły
Ale to kwas
Jak zakwas
A na kaca
Woda
Z ogórków.

Inaczej jest
Kiedy nieistotne
Jest kto
Tylko co
A inaczej gdy
Ważne z kim
I jak.

Wystarczy wziąć
Go do ręki bo
Fantazja jest od tego
Aby bawić się
Na całego
To szkiełko
Wszystko rozumie.

Młodzi rządzą
Się
Swoimi sprawami
Starzy
Powinni rządzić
Swoimi
Prawami.

Wspaniali
Rodzice
Dają dzieciom
Wszystko
Ale nie więcej
Niż
Potrzebują.

Zapominam
Że to
Co mówię
Głośno
Staje się
Własnością
Wszystkich.

Droga do
Zapomnienia
Droga do
Zatracenia
Droga do szczęścia
Fabularne
Polskie drogi.

Wolałbym aby
Twoja zamożność
Świadczyła o tym
Że jesteś
Dużo wart
A nie że
Dużo kosztujesz.

Posiadam
Niebagatelną
Umiejętność
Udawania się
W każdą stronę
Stojąc na środku
Skrzyżowania.

Założenie
Że nie może
Być blisko
Ponieważ go
Nie widzę
Okazało się
Błędne.
